Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
czwartek, 30 listopada 2006
Trochę popkultury

Co rano mąż albo ja wyskakujemy do piekarni po pieczywo.  Zamieniamy kilka słów z panią sprzedawczynią, po drodze wyjmujemy ze skrzynki gazetę, wpadamy do domu i nastawiamy ekspres do kawy.  Nie ma nigdzie egoztyki,  są codzienne czynności.  Czasami zapominamy, że nie mieszkamy w Europie.  Mimo oczywistych różnic Izrael wpisuje się bardzo łatwo w nurt globalnej popkultury.  Reklamy, telewizja, programy rozrywkowe – wszystko brzmi jakoś znajomo.  Zobaczcie sami – Ninet Tayeb, zwyciężczyni jednej z edycji tutejszego Idola.

09:51, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
O wygladzie

Niestety, nie wyszlo tak jak mialo wyjsc.  Poddaje sie i wracam do tego, co bylo :(.  Kolejne proby zostana podjete w najblizszym czasie.

P.S.  Kolejnych prob nie bedzie!  I prosze mi tu nie narzekac :)

09:17, zydoweczka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 listopada 2006
Izraelski angielski
 

Izraelczycy uwielbiają mówić po angielsku, niezależnie od tego w jakim stopniu opanowali ten język.  Gdy tylko usłyszą mój akcent, szybko wykorzystują okazję by poćwiczyć.  Niektórzy cała konwersację przeprowadzą po hebrajsku, by na końcu dodać „goodbye”.  Inni wtrącać będą gdzie nie gdzie słowa takie jak: „tree”, „house” lub „nice”.  W każdym razie czują się bardzo z siebie zadowoleni i są przekonani, że pomogli mi zrozumieć swój wywód na temat najlepszych uszczelek do cieknącego kranu.

A Izraelczyka mówiącego po angielsku rozpoznać można nie tylko po charakterystycznym akcencie.  Bardzo często pojawiają się błędy spowodowane „hebrajską intuicją gramatyczną”.  I tak na przykład woda to po hebrajsku „majim” i jest to liczba mnoga.  Dlatego woda zmienia sie w „wody”.  Podobnie jest z „życiem”, które tez jest w liczbie mnogiej.  Moim  ulubionym stwierdzeniem jest „Life are hard”.  Tak, tak, zgadzam się, życie są bardzo ciężkie.

Ale życie nie jest aż tak ciężkie, jeśli człowiek ma przyjaciół, z którymi może zjeść od czasu do czasu pizze.  Po hebrajsku zamówić i zaprosić to jedno słowo – lehazmin. Gdy wracam do Izraela i slysze, jak znajoma, ktora wpadla na chwilke, wystukuje numer na swojej komorce, by „zaprosic” pizze, nie moge sie nie usmiechnac.  Izraelczycy ...

09:21, zydoweczka
Link Komentarze (16) »
O komentarzach jeszcze

Zaglądam dzisiaj rano na swój blog i co widzę?  Z jakiegoś niezrozumiałego powodu mój ostatni wpis o owocach wzburzył czytelników do tego stopnia, ze zaczęli rzucać inwektywami, obrażać się nawzajem i pisac zupełnie bez związku z tematem.  A może chodziło o kolor pomarańczy pojawiających się w tej notce (pomarańczowy został wybrany przez przeciwników wyjścia z Gazy), który uzany został za prowokację?  A może moja wzmianka o grapefruitach od razu nasuwa skojarzenie grapefruit – drzewo – ziemia – ziemia palestyńska – zły Izrael – trzeba obrażać.  W każdym razie zapewniam, że wpis o cytrusach NIE był wpisem politycznym.  Wszystkim tym, którzy jednak mają nieopanowaną potrzebę wyrażania swych myśli o cytrusach w takiej formie, proponuje założenie własnego bloga.  Od razu podsuwam tytuł „Palestynka” lub „Palestyneczka”, żeby analogia była bardziej widoczna.  Nie obiecuję jednak, że będę zaglądać.

P.S. A watek, ktory pojawil sie pod poprzednim wpisem, nazwany przez mnie watkiem Ajkaty, pozostawiam ku przestrodze (na razie).

06:54, zydoweczka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
Cytrusowa pora
 

U nas zima już na dobre się rozpoczęła.  Nie świadczy o tym jednak ani temperatura powietrza, która bardziej odpowiednia jest dla późnej wiosny, ani też deszcze, które objawiły się na chwilę i zniknęły bez śladu.  Mały chodzi na spacery w koszulce z krótkim rękawkiem, a ja od czasu do czasu widzę kilka chmurek na horyzoncie, które zaraz wstydliwie znikają.  Sezon zimowy został jednak już oficjalnie otwarty wyraźnymi zmianami w organizacji stoisk z owocami – na wielkich platformach poukładane są teraz pomarańcze, grapefruity, mandarynki, klementynki, pomelo, pomelit, qaumquat (tapuzit) i inne pośrednie wersje. A wszystkie oczywiście pełne soku i witaminy C.  Inne niezimowe owoce poupychane zostały gdzieś po bokach. Cytrusy górą!

10:20, zydoweczka
Link Komentarze (32) »
sobota, 25 listopada 2006
Łzy ze Sderot
 

Najdokładniejsze przekazy prasowe nie trafią do serca przeciętnego widza telewizyjnego bardziej niż 13letni chłopiec, nie mogący powstrzymać łez przed kamerą.  W zeszlym tygodniu tak wlasnie zaplakal Dudu ze Sderot.

Wiadomości z miasta Sderot towarzyszą nam juz od 6 lat, z niewielkim zwiększeniem częstotliwości w ostatnich tygodniach. Rakiety Kasam spadają na miasto, raz po raz widzimy dziurę w dachu, zbliżenie na gruzy w salonie, po czym zbliżenie na premiera, ministra obrony lub innego VIPa, który mówi, że wszystko jest pod kontrolą i zaraz następna wiadomość.


W zeszłym tygodniu w telewizji pojawił się chłopiec o imieniu Dudu. Dudu opowiadać miał o zbliżającej się uroczystości swojej bar micwy, lecz nagle tak po prostu się rozpłakał. Na pytanie reportera dlaczego płacze odpowiedział: „Boję się, że nikt nie przyjdzie na moją bar micwę”. Rzeczywiście, większość mieszkańców opuściła już miasto, określane teraz w wiadomościach wdzięczną nazwą miasto duchów. Telewidzom oglądającym ścisnęło się serce z żalu, bo przecież każdy z nas pamięta ekscytację przed wielkim przyjęciem, a takim niewątpliwie jest uroczystość bar micwy. Wstali więc ze swoich kanap w salonach, gdzie nie spadają rakiety, wyjęli mapę ze schowka w samochodzie i sprawdzili, gdzież to zapomniane miasto się znajduje. Część z nich wsiadła w swoje pojazdy, zaparkowane na strzeżonych parkingach i popędziła na przyjęcie Dudu. I tak bar micwa Dudu zaszczycona została obecnościa czlonkow Knesetu i innych waznych osobistosci i okazała się wielkim sukcesem.


I tutaj koniec wesołej historii, bo dzisiaj na Sderot spadła kolejna rakieta.

P.S. (niedziela rano)

http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3755446.html

http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3755439.html

20:14, zydoweczka
Link Komentarze (35) »
piątek, 24 listopada 2006
Synagoga

Tuż obok naszego domu jest synagoga, do której mąż czasem wpada. Ogromny budynek z wołającymi o remont ścianami i menorą na dachu, której brakuje jednego światełka. W piątkowy wieczór mało kto tam wchodzi – duże rodziny pędzą do pobliskiej synagogi, która zawsze pęka w szwach, pełnej śpiewu i głosów dziecięcych. Młodzi mężczyźni szybkim krokiem udają się na nabożeństwa do osiedlowej jesziwy


Do tej synagogi przychodzą starsi panowie w asyście swych tajlandzkich opiekunów. Z trudem wchodzą po rozpadających się schodkach i parkują swe chodziki tuż przy drzwiach. Czasem, gdy zaprosimy ich na szabatową kolację, opowiadają o swych dzieciach i wnukach w Kanadzie, w Australii, w USA. Głaszczą po główce małego, a on jakoś się specjalnie nie wyrywa. Odchodzą później z opiekunami do swych mieszkań i czekają na następny dzień, by znów pójść na nabożeństwo.


Nawet w Izraelu synagogi czasem umierają.

 

 

07:36, zydoweczka
Link Komentarze (5) »
środa, 22 listopada 2006
O tym, jak zapalniczka do swiec chciala zostac feministka

   

Czy ortodoksyjna Żydówka może być feministką? Czy feministka może być ortodoksyjną Żydówką? Mimo że takie połączenie ma nie jest łatwe i wymaga pewnych kompromisów, to wszystko wskazywałoby na to że może – i Blu Greenberg i Tova Hartman i Kakofonia, która w swoim ostatnim wpisie opisała jak widzi połączenie feminizmu i ortodoksji. Ty jednak Żydóweczko, słodka kobietko, niczego nie rozumiesz i my cię możemy oświecić, jeśli tylko wysilisz tę swoją maleńką główkę, oderwiesz się od kołyski dziecięcia i przestaniesz pisać o praniu suszącym się na sznurze, a zaczniesz o czymś mądrzejszym.

Ton oskarżycielski jednego z komentarzy zrobił swoje. Żydóweczka wysiliła swoją maleńką główkę i oto co wymyśliła. Żydóweczka nie będzie się tutaj chwalić swoimi osiągnięciami naukowymi, ani pracami napisanymi na temat roli kobiet w judaizmie, ani nawet swoją rolą w działaniu Shira Chadasha w Jerozolimie. Żydóweczka wie, że to będzie bezładne tłumaczenie się, a przecież nie będzie udowadniać, że nie jest wielbłądem.  Żydóweczka będzie dalej robić swoje. Będzie ubierać się tak jak się ubiera, będzie zakładać talit na spotkaniach kobiet, a nie w osiedlowej synagodze, będzie czytać synkowi bajki na dobranoc. Będzie dalej pisać o codziennym życiu kobiety w Izraelu, o szabacie, rodzinie, tęsknocie za Polską. I przyjmie na siebie rolę tej zapalniczki. Bo lubi.

Cii, dziecinko, zapalaj świece i nie próbuj zrozumieć feminizmu, bo to się w twojej małej główce nie mieści.” Brzmi jakoś znajomo. Czyżby to maczo znany z socjopatycznej_malkontentki podszywa sie pod miłośnika feminizmu?

wtorek, 21 listopada 2006
Słowo na “w”
 

Słowo na “w” coraz częściej pojawia się w wiadomościach. Wojna. Jeszcze żeśmy do końca nie otrząsnęli się po wojnie z Libanem, a tu już nas gazety powoli przygotowują do następnych działań wojennych. Tutaj gdzieś jest wspomniane, że w lecie pewnie będzie wojna z Iranem, w innym miejscu mimochodem napisane, że Syria zgrupowała wojska przy granicy.


Kiedys wojna to bylo słowo z gazet lub z książek historycznych. Wojna to byly wiersze Baczyńskiego i Staś Konopnickiej, to Irak i Afganistan i muzeum Powstania Warszawskiego. Teraz jednak to rzeczywistość. Wojna nie oszczędza nawet tych znanych – Uri, syn Dawida Grossmana, znanego pisarza, poległ w sierpniu tego roku. Wojna zakrada się do naszych codziennych rozmów. Izrael to małe państwo – każdy zna kogoś, kto zna kogoś, kto zginął podczas tej ostatniej wojny. My znamy koleżankę żony Udiego Goldwassera, który porwany został w lecie i słuch po nim zaginął. Nie pozostaje nam nic innego, jak uodpornić się, tak jak bez lęku wsiadamy do autobusów, czy wchodzimy do centrum handlowego. Tak, wiem, takie wielkie słowa jak bezpieczeństwo kraju, jak dobro nas wszystkich, jak grozba zepchnięcia Izraela do morza nie dają nam wyboru. Rozumiem.



Tylko czasami, gdy mój system obronny przestaje działać i widzę nagle hełmy, mundury i karabiny a posrod nich malego, przytulam mocno synka, tak mocno jak umiem. Gdy zły moment mija uśmiecham sie do niego i mówię, że za 16 lat na Bliskim Wschodzie zapanuje pokój i o wojnach będziemy tylko czytać na lekcji historii. A mały uśmiecha się do mnie ufnie jakby mówił: ‘tak, wierzę ci”. A co będzie jeśli się mylę?

15:09, zydoweczka
Link Komentarze (12) »
sobota, 18 listopada 2006
Malutki talit katan
 

W piątek wyciągnęłam męża do naszej osiedlowej księgarni, jak zwykle doskonale przygotowana do udowodnienia, dlaczego ta książka, którą ja chcę, jest bardziej potrzebna niż książka, którą chce mąż.

Gdy weszliśmy, sprzedawca zapytał:

- Nie chcecie cicit dla małego?

- Nie, na razie jeszcze nie – odpowiedziałam, bo nie widzę potrzeby, by dołączać do wyścigu rodziców pt: „Czyje dziecko wcześniej zacznie nosić jarmułkę itp”. Ale rzucić okiem nigdy nie zaszkodzi.


Obejrzeliśmy więc sobie z mężem nową „kolekcję” i wpadliśmy po uszy. Zaczęliśmy przymierzać małemu różne rozmiary, zachwycając się za każdym razem i wymiennie stosując słowa „cute, chamud i słodki”. W końcu zamiast z książką, wyszliśmy z księgarni z miniaturowym talit katan czyli cicit dla małego.


A oto jak taki talit katan wygląda:

talit katan katan


A tu dla porównania talit katan męża.

talit katan gadol

Maz przeprasza, ze jego talit taki pognieciony, ale poniewaz nosi go pod koszula, to nie widzi potrzeby, zeby go prasowac.

21:16, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3