Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
sobota, 30 grudnia 2006
Asara be-Tewet

Jutro rano zamiast zjeść śniadanie, od razu zabiorę się do pracy.  Przy komputerze nie stanie filiżanka herbaty, z biurka zniknie butelka wody mineralnej.  Jutro, wraz ze wschodem słońca, zacznie się post związany z dziesiątym dniem miesiąca Tewet – Asara be-Tewet.  To dzień, w który rozpoczęło się oblężenie Jerozolimy, które później doprowadziło do jej zburzenia. 

 

Post trwający od wschodu do zachodu słońca nie jest trudny do zniesienia, szczególnie gdy wypada w zimie.  Lekkie ściśnięcie żołądka, o którym szybko się zapomina w wirze czynności codziennych.  Ten post przypomina o początku nieszczęścia, o oblężeniu, które doprowadzi do całkowitej destrukcji.  To chwila zastanowienia przed wielką katastrofą, czas na rachunek sumienia. 

  

23:24, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 grudnia 2006
Sivan i Ariel – Mazel Tow!!!

Przedwczoraj wieczorem w środku nocy zadzwonił telefon, a w słuchawce odezwał się głos naszego przyjaciela Ariela – „już, syn!” i zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, słuchawka została odłożona.  Nie można jednak brać Arielowi tego za złe, bo znając jego rodzinę, każdy bliższy i dalszy krewny oczekiwał tej nocy telefonu.

 

Mając w pamięci to, co wydarzyło się po narodzinach naszego syna uznaliśmy, że w dobrym tonie jest pokazać się w szpitalu i złożyć osobiście gratulację.  Starając się zachować ciszę i spokój doszliśmy na odpowiednie piętro i od razu znaleźliśmy szczęśliwych rodziców.  A widok przedstawił się mniej więcej taki – Sivan czyli kobieta, która kilka godzin temu urodziła dziecko stała przy łóżku, pokój wypełniony był kwiatami, balonami, pluszowymi misiami.  Co kilka minut ktoś nowy zaglądał, porywał w ramiona Sivan albo Ariela (a uzależnione to było od płci porywającego), gratulował, śmiał się, albo płakał.  Ariel próbował wypchnąć gości z pokoju, aby dać maleństwu trochę spokoju, co udało mu się zrobić po kilku długich minutach i całe towarzystwo przeniosło się na korytarz, który zapełniony był już innymi towarzystwami, uprzednio wypchniętymi z pokojów innych mam i ich maleństw. 

 

My wraz z mężem, po powrocie ze szpitala, zaangażowani zostaliśmy w „pomoc synagogalną” czyli gotowanie i sprzątanie domu młodych rodziców, przynoszenie ze szpitala kwiatów i prezentów, robienie zakupów.  Nie byliśmy to tylko my, bo przez ciche kiedyś mieszkanie młodych przeszły tłumy ludzi, więc tak naprawdę nam pozostało wietrzenie sypialni przed powrotem młodej mamy do domu.

 

Rozpoczęto też przygotowania do uroczystości brit mila (obrzezania).  Nam przypadło w udziale zrobienie ciasta, którym na szczęcie zajmie się mąż, a ja będę mogła się spokojnie ekscytować samą uroczystością i po cichu zastawiać się jak mały chłopiec będzie miał na imię (według tradycji dziecku nie nadaje się publicznie imienia aż do dnia brit mila).

 

Uff, ale się działo.  Dobrze, że za chwilę zaczyna się szabat, to młodzi rodzice trochę odpoczną.  A my wraz z nimi.

14:41, zydoweczka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 grudnia 2006
Śnieg!

Doniesiono mi, że w Polsce pogoda mało zimowa.  A u nas zima rozpoczyna się na dobre – deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, a czasami nawet śnieg.  Ma być jeszcze więcej deszczu i jeszcze więcej śniegu!  I jeśli nie skusiłam was morzem Martwym, to może uda mi się skusić Was śniegiem J

(phot. Yaron Kaminsky)

 A tu nasi dzielni wojacy poznają uroki zabawy śnieżkami.

17:12, zydoweczka
Link Komentarze (11) »
Taxi, taxi!

-         Skąd wiadomo, że przepłaciło się za taksówkę? – zapytał mnie mąż

-         To jakiś żart? – spytałam.

-         Nie, serio pytam.

-         No nie wiem.

-         Gdy taksówkarz, widząc cię na ulicy, zatrzymuje się, wysiada, biegnie za tobą wykrzykując twoje imię i w końcu wita się, ściskając ci dłoń.

-         Czyli... – z niedowierzaniem pytam

-         Dokładnie. To ten kurs do szpitala.

 

A oto jak wygląda w naszym mieście próba przemieszczenia się z punktu A do punktu B w ekspresowym tempie (co wymaga pojechania taksówką).

1)      Żadna taksówka się nie zatrzyma, nawet gdy jedzie pusta.

2)      Gdy już się zatrzyma, taksówkarzowi nie spodoba się kierunek w którym chcesz jechać i cię po prostu nie weźmie.

3)      Nie będzie chciał wziąć części twojego bagażu.

Gdy już cię w końcu wpuści do środka:

4)      Nie przestanie palić , mimo że na lusterku będzie mieć przyklejony znak „zakaz palenia” (to pewnie po to, by nie robić mu smaku, gdy na przykład nie ma przy sobie papierosów.)

5)      Nie będzie chciał włączyć licznika, twierdząc, że cena którą proponuje jest o połowę niższa.

6)      Nie zatrzyma się tam gdzie chcesz, albo każe ci wysiąść na środku skrzyżowania.

7)      Mimo że będziesz z dzieckiem, fotelikiem wózkiem i 5 torbami nie pomoże ci wysiąść.

 

-         Ale za to jaki miły był – rozmarzył się mąż. – I nawet mnie nie ochlapał, odjeżdżając.

-         Serio? – pytam. – A zostawił ci wizytówkę? – zainteresowałam się.

-         No.  I powiedział, że nawet weźmie wózek i fotelik pozwoli zamontować (większość taksówkarzy nie chce czekać, aż zamontuj fotelik i rusza gdy ja jeszcze w zębach trzymam pas, a dziecię mi wesoło hasa po tylnym siedzeniu.)

-         No to przyczep wizytówkę na lodówce – podekscytowałam się.  Taki taksówkarz to skarb.  Nawet za dodatkowe 20 szekli.

16:52, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 grudnia 2006
Życzenia

Wszystkim obchodzącym Boże Narodzenie życzę Wesołych Świąt.  Wszystkim obchodzącym Chanukę życzę radości z 8 świeczek i miłego powrotu do codzienności oraz szabat szalom.  A wszystkim nie obchodzącym żadnych świąt, a obdarowanym dniami wolnymi od pracy, życzę przyjemnego wypoczynku.  A może by tak otrzepać błoto z butów, złożyć parasol i wybrać się nad morze Martwe?

 

  

22:23, zydoweczka
Link Komentarze (33) »
środa, 20 grudnia 2006
O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Chanuką

Okazuje się, że bycie Żydem w demokratycznej, pluralistycznej, tolerancyjnej i politycznie poprawnej Ameryce też może być nie fajne.  Mąż z zaciśniętym gardłem, nerwowo przełykając ślinę opowiada jak to dziecięciem będąc nienawidził Chanuki.  Inne żydowskie święta jakoś dało się znieść, ale Chanuka to był policzek wymierzony prosto w twarz.  Ze znaczącym plaśnięciem.  Chanuka to było wyznanie wszem i wobec że jest się innym i, uwaga, gorszym.  Bo jak można porównywać kilka świeczek z tysiącem lampek, którymi udekorowane były domy wszystkich szkolnych kolegów, włącznie z domem tego lizusa i ciamajdy Mike’a?  Jakie znaczenie mają symboliczne prezenty, gdy inni rozwijają właśnie nowiutką konsolę do gier po okazyjnej świątecznej cenie 1000 dolarów.  Czekoladowe pieniądze z jednej strony i skarpety wypchane najlepszymi słodyczami z drugiej.  Cokolwiek by się zrobiło, Chanuka pozostanie tylko niezbyt ważnym świętem rabinicznym i nie ma co się równać z Bożym Narodzeniem.  Mąż wspomina jak obiecał sobie, że swoim dzieciom nie będzie tak psuć dzieciństwa i sam własnoręcznie przebierze się za Świętego Mikołaja i pozwoli dzieciom ubrać choinkę.  A głupie bączki chanukowe - dreidl wyrzuci na ten wielki śmietnik poza miastem.  Zgodnie z rodzeństwem stwierdzili, że Chanuka to rodzinna porażka.

 

Dwadzieścia lat później mąż uściślił obietnicę daną swoim przyszłym dzieciom.  Obiecał, że nie będą czuć się gorsze.  Lecz zamiast otrzepywania choinki ze śniegu i wołania ho, ho, ho, wybrał państwo, gdzie prezydent zapala chanukije, a choinki w sklepach zajmują mniej miejsca niż świeczniki chanukowe.  Ma nadzieję, że dla małego Chanuka będzie po prostu świętem świateł, a nie „świętem które obchodzą losers, którzy z niewiadomych powodów nie mają w domu choinki.”

12:14, zydoweczka
Link Komentarze (36) »
niedziela, 17 grudnia 2006
Trzecia świeczka

U nas już zgasły kolejne trzy świeczki chanukowe.  Mały wyśpiewał tradycyjne „Maoz Cur”, które brzmiało bardziej jak „da-di-da”, przytupując przy tym z rozmachem (ci, którzy przypominają sobie melodię „Maoz Cur” wiedzą że przytupywanie jest ostatnią rzeczą do której mogłaby nas skłonić).  Ja i mąż byliśmy jednak tak bardzo wzruszeni tym, że mały tak się ekscytuje Chanuką, że nawet potupywanie uznaliśmy za zwyczaj chanukowy  o wieloletniej tradycji (ukłony dla Brachy ze żłobka, która już od miesiąca umilała dzieciom czas chanukowymi przebojami).  A co gorsza, nawet pozwoliliśmy mu zjeść okropnego polukrowanego na różowo pączka, którego nadzienie nie miało nic wspólnego ani z różą, ani z dżemem truskawkowym, ani z karmelem, ani z czekoladą. 

 

Tegoroczna Chanuka, to pierwsze święto, które mały zdaje się rzeczywiście przeżywać.  To pierwsze święto, które sprawia, że my rodzice, czujemy, że mamy rzeczywiście żydowski dom.  Ani koszerna kuchnia, ani przepiękne świeczniki szabatowe ustawione na półce w salonie, ani mezuza przy wejściu nie uświadomiły nam do tej pory z taką siłą, że rzeczywiście staliśmy się częścią żydowskiej tradycji.  Potrzebowaliśmy do tego właśnie tego „da-di-da”, błyszczących oczu i otwartej buzi.  A to dopiero trzeci dzień.  Aż strach pomyśleć ile tupania będzie dnia ostatniego... J

 

Dziękuję za wszystkie życzenia chanukowe i życzę Chag Chanuka Sameach tym, ktorzy chca by im zyczono.

 
20:45, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
czwartek, 14 grudnia 2006
Wyjaśnienie

No dobrze, jak widzę mój pomysł z zaprezentowaniem jak różnorodny jest judaizm i jak przyczepianie etykietek nie zawsze działa, nie powiódł się.  Z tego co zauważyłam, większość osób słysząc słowo „ortodoksyjny” od razu ma przed oczami ultra-ortodoksa z Mea Szearim.  I od razu też zakłada, że taki chasyd żyje z zasiłku państwowego, nienawidzi Izraela i nie cieszy się z narodzin córki.  Może to rzeczywiście być prawdą, ale prawdopodobnie nie jest.  Judaizm ortodoksyjny to cała gama kolorów począwszy od ultra-ortodoksów właśnie, a skończywszy na Modern Ortodox, który zakłada, że możliwe jest życie według Tory i jednczesne branie udziału w życiu świeckim.  Ortodoksami są zarówno ci ultra-ortodoksi, którzy mają do Izraela stosunek negatywny jak i osadnicy - religijni syjonisci, dla których Izrael jest wartością najwyższą.   

Judaizm koserwatywny jest bardziej monolityczny, bo jest bardziej scentralizowany.  Mimo jednak, ze ideologia jest jedna, wyznawcy tego nurtu bardzo się od siebie różnią – są i tacy, którzy nie przestrzegają przykazań, choć akceptują ich słuszność, i tacy, którzy żyją zgodnie z Halachą sformułowaną przez judaizm konserwatywny. 

Ja osobiście uważam, że określanie Żydów, używając właśnie takich denominacyjnych etykietek jest w większości przypadków mylące i stereotypowe.  Poza tym, przynajmniej w Izraelu, jest to temat zdecydowanie polityczny.  A tak dla przykładu to zaprzyjaźniony z nami rabin konserwatywny, zaangażowany w ruch Masorti (konserwatywny) w Izraelu, modli się w synagodze ortodoksyjnej.  I co z tym zrobić?  J 

Można o róznych judaizmach poczytać u Kakofonii

http://haderech.blox.pl/2006/12/Judaizmy.html  

A tutaj proszę do poczytania o różnicach w różnych denominacjach:

http://test.jewish.org.pl/index.php?module=pagesetter&func=viewpub&tid=2&pid=20 

Wikipedia też coś dorzuci po angielsku:

http://en.wikipedia.org/wiki/Orthodox_Judaism 

http://en.wikipedia.org/wiki/Conservative_Judaism

  

http://en.wikipedia.org/wiki/Masorti_Judaism

http://en.wikipedia.org/wiki/Reform_Judaism

http://en.wikipedia.org/wiki/Modern_Orthodox_Judaism

  
06:50, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
środa, 13 grudnia 2006
Kim jestem?
 

Prowadzący: Proszę państwa! Oto Andy! Andy Konserwatywny będzie dzisiaj reprezentował judaizm konserwatywny. Brawa dla Andy’ego!


(Brawa)


Prowadzący: A oto nasz drugi uczestnik debaty – Jonatan Ortodoksyjny, startujący dzisiaj w barwach judaizmu ortodoksyjnego. Brawa dla Jonatana.


(Brawa)


Prowadzący: Ależ, proszę państwa, co się dzieje? Jonatanie, kogo ze sobą przyprowadziłeś?


Jonatan: Oto moi bracia: Menachem Charedi Ortodoksyjny, Mosze Chasyd Ortodoksyjny , Jaakow Antysyjonista Ortodoksyjny, Michael Nowoczesny Ortodoksyjny. Wszyscy jesteśmy ortodoksyjni, ale sie od siebie różnimy. Tylko razem możemy mówić o judaizmie ortodoksyjnym.


Andy: W takim razie ja zapraszam mojego młodszego brata, nazywanego przez nasz pieszczotliwie Konserwadoksem. Konserwadoksiu, wejdź na scenę.


Prowadzący: Brawa, brawa dla wszystkich uczestników.


(Do Andy’ego i Jonatana) Czym się więc różnicie?


Andy: My jesteśmy prawowitymi spadkobiercami tradycyjnego judaizmu. Wierzymy, że prawo żydowskie może nadal ewoluować, aby dostosować się do zmieniających się realiów.


Prowadzący: Andy, Andy, bez wyuczonych formułek proszę. Powiedz prosto, o co chodzi?


Andy: No dobrze. Kiedyś kobiety nie mogły się uczyć na uniwersytecie. Nie mogły też być rabinami. Teraz mogą uczyć się na uniwersytecie. Prawo żydowskie tak zinterpretowaliśmy, aby również kobiety mogły być rabinami, a raczej rabinkami. Aby odzwierciedlić ich pozycję w świecie poza religijnym. Albo szabat. Halacha mówiła, ze nie można jeździć samochodem w szabat. My tak to zinterpretowaliśmy, że daliśmy pozwolenie na dojazd samochodem do synagogi. Nie odrzucamy prawa, nie zmieniamy go, tylko odpowiednio interpretujemy!


Koserwadoksio: I na tym właśnie polega słabość judaizmu konserwatywnego. Jest powiedziane, że nie możesz zapalać ognia w szabat. A co robisz przekręcając kluczyk w stacyjce? Nie da się tego odpowiednio zinterpretować. To mydlenie oczu. Ja w szabat nie jeżdżę samochodem. Trzeba dostosowywać Halachę do nowoczesności, ale nie za cenę łamania prawa!


Jonatan: I tu muszę się wtrącić. Zgadzam się z Koserwadoksiem, że to mydlenie oczu. Prawo jest takie, że nie wolno i już. U nas też prawo ewoluuje, ale nie czujemy się na tyle kompetentni, by je łagodzić. A co jeśli się mylimy?


Menachem Charedi: Właśnie. Należy się bać Boga. Należy być ostrożnym. Jest napisane, że nie wolno mieszać mleka i mięsa. Ja, żeby przypadkiem niczego nie pomieszać, mam dwie oddzielnie kuchnie. Szczęście, że ta firma komputerowa, w której pracuję, tak dobrze się rozwija, bo inaczej nie wiem, jakbym mógł sobie pozwolić na cztery piekarniki – do mięsa, do mleka, do mięsa na Pesach i do mleka na Pesach.


Mosze Chasyd: Jasność myślenia można zachować tylko wtedy, gdy skupia się na tym, co jest ważne, czyli na Torze. Tora, Tora i jeszcze raz Tora. I nie ma żadnych zmian, to niedopuszczalne! Haszem dał nam Torę i tylko to się liczy. Spójrzcie na Michaela. On traci czas na jakieś nieistotne studia matematyczne. I po co mu to? Niech lepiej zobaczy, co Rambam ma na ten temat do powiedzenia.


Michael Nowoczesny: Ja chcę się uczyć. Co z tego, że nie noszę czarnych kapeluszy jak wy. Pokażcie mi gdzie jest napisane, że trzeba nosić czarny kapelusz? Ja się ubieram, jak wszyscy, noszę dyskretną jarmułkę i wierzę, że świat poza religią też jest dla nas.


Jaakow Antysyjonista: Państwo Izrael nie ma racji bytu. Tylko gdy nadejdzie Mesjasz, powstanie prawdziwy Izrael. A ten tutaj, to grzech!


(Wszyscy bracia Ortodoksyjni krzyczą naraz): O czym ty tutaj mówisz?!!!



Na scenę wchodzi Żydóweczka.

Prowadzący: Przepraszam bardzo, a pani do kogo?


Żydóweczka: Ja tylko na chwilę, jestem siostrą bliźniaczką.....



No właśnie, czyją jestem siostrą? ;)




 

16:40, zydoweczka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Teffilin Barbie

Szukacie prezentu na Chanukę?  A może oryginalnego prezentu na Gwiazdkę?  Chcecie dać dziecku możliwość niekonwencjonalnego spojrzenia na judaizm?  Oto prezent dla was! Teffilin Barbie!  Teffilin Barbie ubrana jest w skoromną długą spódnicę jeansową, a włosy przykryte ma beretem.  Jednak niech was nie zwiedzie ten strój.  Teffilin Barbie zakłada tallit i teffilin i publicznie recytuje Torę, które to czynności według wielu ortodoksyjnych rabinów (choć nie wszystkich) są zarezerwowane dla mężczyzn. 

.

.

.

.

.

.

.

.

Teffilin Barbie wzięta prosto ze strony Jen Taylor Friedman, soferet, która sama siebie określa jako zbyt ortodoksyjną, by być wyznawczynią konserwatywnego judaizmu i zbyt bliską konserwatywnemu judaizmowi, by być ortodoksyjną. 
06:55, zydoweczka
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2