Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
sobota, 31 marca 2007
Ostatnie przygotowania

Wojna z chamecem wciąż trwa, choc powoli dobiega już konca.  Nieskromnie musze dodac, że szala zwyciestwa przechyla się nieznacznie na naszą stronę.  Ostateczne zwycięstowo zostanie ogłoszone jednak jutro wieczorem podczas Bdikat Chamec czyli poszukiwaniu ostatnich okruszków przy świetle świecy. Walka była ciężka, muszę przyznać, cięższa niż w poprzednich latach, ponieważ:

A)    w schylaniu przeszkadza mi brzuch

B)     mały przyłączył się do zwolenników frakcji chamecowej i gdy nasza drużyna odpozywała, podstępnie zaczynał jeść kanapkę w wysprzątanym już salonie, krusząc najbardziej perfidnie właśnie pod niskim stolikiem. 

C)    jakoś tak nam przybyło sprzętów kuchennych i powierzchnia „zmywalna” zdawała się co najmniej podwoić.

Wszystko jednak wydaje się być pod kontrolą i nawet koszmary senne w krórych przy czytaniu Hagady podczas Sederu zauważam na stole bochenek chleba (w innych wersjach, nie mniej przerażających, są to okruchy, kaszka małego albo, o zgrozo, pizza) przestały mnie nawiedzać.  Teraz przed nami już ostatni etap przygotowań czyli gotowanie, a przed niereligijnymi mieszkańcami Izraela nabywanie chleba i pity, których w sklepach przez następny tydzień nie będzie (no, przy najmniej teoretycznie).  A potem to już tylko wycieczka do fast foodów by zobaczyc hamburgera z macą (to kuriozum przywraca mnie na łono fast foodowców podczas każdego Pesach). 

21:11, zydoweczka
Link Komentarze (11) »
niedziela, 25 marca 2007
Reakcja na reakcje

Przejrzałam sobie stare komentarze i z zaskoczeniem zauważyłam, jakie reakje wywołał mój wpis o Bikur Cholim.  A raczej, że te reakcje nie doczekały się moich reakcji (które zapewne sprowokowałyby nowe reakcje itd.)  Zastanawia mnie dlaczego wpis, który ogólne nie był w zamyśle antypolski, a jeśli był już jakiś anty, to raczej anty-ignorujący chorych, doczekał się takich komentarzy.  Wpis mówił o tym, że nasza natura ludzka jest jaka jest i że czasem to przepisy religijne przywracają nas do pionu.  Bo ja, muszę się wam przyznac, nie cierpię chodzić do szpitala.  I często się od tego wymiguję, wiem jednak, że robię źle.  Zanim zostanę zaatakowana, dodam, że jeśli ktoś sobie nie życzy, to wcale nie zmuszam go do bycia odwiedzonym. Naprawdę.  

Zastanawia mnie dlaczego tak wielu moich czytelników widzi wszystko przez pryzmat polsko-żydowski.  Dlaczego, gdy mąż pisze, że zastawia się jak to jest mieszkać w miejscu, gdzie kiedyś było getto oskarżony zostaje o antypolonizm?  Czy nikt z was się nigdy nie zastanawiał jak to jest mieszkać w Czarnobylu na przykład?  I to bez podtekstów narodowych, tylko tak po prostu, w kontekście ludzkim?   

Dlaczego wciąż powracają pytania czy czuję się bardziej Polką czy Żydówką, tak jakbym musiała się zdeklarować po której jestem stronie?  Jesteś z nami czy przeciw nam?  Ja nie powiewam żadną flagą, wychowałam się w Polsce, mieszkam w Izraelu i piszę o tym co jest dla mnie wazne, interesujące, zabawne.  Nikogo nie piętnuję, ani nie pouczam.    I przykro mi, gdy kogos urazilam.

Proszę więc, nie doszukujcie się wielkich idei, tam gdzie mowa jest o pietruszce.  Ja wiem, nie jest łatwo, bo ja sama też we wszystkm co powie mąż doszukuję się stwierdzenia że jestem za gruba.  Nawet wtedy, gdy mówi o złamanej nodze psa sąsiada z trzeciego piętra. 

00:41, zydoweczka
Link Komentarze (48) »
sobota, 24 marca 2007
Laktywistka

Zanim jeszcze mały przyszedł na świat, byłam już zdecydowana, że chcę zostać nie tylko matką, ale jej specyficzną odmianą czyli matką karmiącą.  Decyzja ta została podjęta natychmiastowo po zapoznaniu się z przewodnikami, poradnikami i innymi pożytecznymi publikacjami, które zaczęły się sypać do naszej skrzynki pocztowej, po tym jak amerykańska część rodziny powiadomiona została o rychłych narodzinach wnuka / bratanka / kuzyna.  Wiedziałam już po co, jak i kiedy, nie wiedzialam tylko jak poradze sobie z zagadnieniem cniut czyli skromnosci.  Wiedzialam przecież, że nawet w świeckim społeczeństwie kobieta publicznie karmiąca dziecko jest uważana za mało estetyczne zakłócenie przestrzeni publicznej.  Chłopak koleżanki na przykład głośno dawał wyraz swojemu niezadowoleniu, widząc kobietę karmiącą dziecko w centrum handowym, mrucząc coś o tym, że on przecież nie chodzi nago po ulicy.  Nie trzeba pewnie dodawać, że z przyjemnością cmokał, widząc roznegliżowane zdjęcia na okładce ulubionego pisma. 

  

Wiedząc jakie są reakcje, nie miałam złudzeń co do tego, jak będzie to wyglądać w świecie, gdzie obowiązują sztywne zasady skromności.  Jeszcze w ciąży zaczęłam zwracać jednak baczniejszą uwagę na kwestie karmienia piersią.  Najpierw ze zdziwieniem zauważyłam, że w synagodze kobiety dyskretnie przykrywają się kocykami i karmią maleństwa.  Że też wcześniej nie zwróciłam na to uwagi!  No tak, myślałam, to jednak grono wyłącznie kobiece, co jednak, gdy trzeba będzie nakarmić w miejscu publicznym?  I tu znów niespodzianka.  O ile nie widać piersi, można karmić wszędzie.  Kocyk zarzucony na ramię i to wszystko.

Przygotowując się na przyjęcie nowego członka rodziny, wiem już, ze dam sobie radę z publicznym karmieniem.  Trzeba tylko unikać miejsc, gdzie niezwykle zadbane panie rzucają mi zgorszone spojrzenia znad swojej latte i poważni panowie w garniturach odwrcają wzrok w popłochu.  Dla nich nie mam żadnych przekonujących argumentów.  Panowie z brodami mi jednak nie straszni.  Zawsze mogę przecież strepnąc kocyk, wziąć bobasa pod rękę i z podniesioną głową przytoczyć fragment Halachy.  Co doświadczenie, to doświadczenie.

23:45, zydoweczka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 marca 2007
Strajk

Kolejny strajk już za nami.  Czasami zastanawiam się, co byśmy zrobili bez tych strajków - nasze poczucie bezpieczeństwa zupełnie by się zachwiało.  Bo każde dziecko wie, że na początku roku szkolnego strajkują nauczyciele, w okolicach świąt - lotniska, a reszta już tak nie przewidywalnie, ale także w miarę regularnie.

  

Wczorajszy strajk zakończył się w bardzo szybko i nie niósł ze sobą większych utrudnień – ani zapachu rozkładających się śmieci (co jest nawet bardziej uciążliwe w ciepłym klimacie), ani przymusowych postojów na lontiskach rozsianych na całym świecie, ani nawet braku możliwości zarejstrowania nowo narodzongo dziecka przez długie tygodnie.  Udało nam się.  Gdy jednak pewnego dnia okaże się, że wszyscy zarabiają tyle ile trzeba, że pensje są co miesiąc wypłacane i że wszyscy są zadowoleni, zupełnie stracimy orientację.  Skąd będziemy wiedzieć, że to już wrzesień, albo koniec sezonu letniego, albo okres świateczny?  A tak, dzięki strajkom nie tylko trzymamy ręke na pulsie jeśli chodzi o  kalendarz, ale również mamy możliwośc zapoznania się z różnymi sektorami gospodarki.  Kto by na przykład pomyślał ile zarabiają stoczniowcy?  Albo na czym polega ciężka praca pracowników poczty? No i mamy niepodważalne usprawiedliwienie na spóźnienie do pracy – strajk oczywiście.

21:00, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 18 marca 2007

Nadrabiam zaległości blogowe i widzę, że zachowałam się jak ostatni gbur, nie regując na wywołanie mnie do tablicy (Kakofonia, Cymes, Ania Polak, Asik, Fabella (jesli kogos nie wymieniłam to tylko dlatego, ze jeszcze do niego nie dotarlam)). 

A oto moje sekrety:  

  1. W II klasie szkoły podstawowej przeczytałam "Anie z Zielonego Wzgórza", co zajęło mi kilka miesięcy.  Kolejne części przeczytałam już nieco szybciej.  Ania pozostala moja najukochansza lektura dziecinstwa.
  2. Pierwszym obcym językiem, którego zapragnęłam się nauczyć był czeski.   Zafascynowana byłam wtedy Czechosłowacją, uwielbialam czeskie kredki i rozwazaam nabycie oywatelstwa przez naturalizacje (nowa lalkę, na wszelki wypadek,  nazwałam Olinka (byłam przekonana, że to imię czeskie).
  3. Jeszcze w szkole podstawowej wraz z kilkoma kolezankami zlozylysmy "przysiege", ze w przyszlosci wyjdziemy za maz tylko za obcokrajowcow (do tej pory tylko jedna z nas sie wylamala i zawarla zwiazek malzenski z niejakim Piotrem)
  4. Bardzo lubię ser topiony polany keczupem, ale nikomu sie do tego nie przyznaje z dwoch powodow: a) nie jest to potrawa nazbyt wyszukana, b)  mam juz dosyc min wspolbiesiadnikow, wyrazajacych nieskrywane obrzydzenie.
  5. Grałam kiedyś (prawie że) zawodowo w szachy (dla wtajemniczonych: miałam I kategorię).  Kariere jednak zakonczylam  w wieku 13 lat.

 A to by bylo na tyle :)

 
21:45, zydoweczka
Link Komentarze (20) »
sobota, 17 marca 2007
Szabatowa dodatkowa dusza

 - No nie, a ta znowu o szabacie!  Ile można? 

Chwilę, poczekajcie, a było tak: 

Powrót ze szpitala do domu naznaczony był kompletnym chaosem, a radość z powrotu przeplatała się z niepokojem: „co dalej”.  Setki pytan, zadych odpowiedzi, a do tego, od chodzenia w kolko po pokoju zaczely mi sie obcierac stopy.

 Gdy nadszedł szabat, świat przestał wirować.  Spokój, cisza, swieza chala własnoręcznie upieczona przez męża.  I strach o małego, choć wciąż obecny, trochę mniejszy.  To musiała być ta moja dodatkowa. szabatowa dusza (neszama jetera), która w odróżnieniu od mojej pierwszej nie panikuje, nie histeryzuje, nie myśli negatywnie i  potrafi wziąć się w garść.  Pożeganałam ją ładnie przy Hawdali - oby tylko wróciła za tydzień.    

 P.S. Macie szczęście, że nie piszę takich notek co tydzień.  Ale to tylko zasługa mojego wewnętrznego głosu rozsądku, bo gdyby nie on, śpiewałabym wciąż ‘Sziru laszem, szir chadasz...”

21:21, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 15 marca 2007
Przeprosiny

Bardzo Was wszystkich przepraszam za tak długie milczenie i jednoczesnie jestem wzruszona (tak, tak), że się o mnie martwiliście i że zaglądaliście.  Jestem pewna, że to równeż dzięki waszym myślom udało nam się powrócić do świata żywych.  Przeprszam wszystkich tych, ktorzy nie doczekali sie odpowiedzi na swoje emaile, tych, z ktorymi nie moglam sie spotkac, oraz wszystkich tych, ktorzy nie otrzymali odpowiedzi na komentarze. 

Domyślam się, że to nie koniec naszych kłopotów, ale na razie jesteśmy w domu, powoli powracamy do codziennosci, której tak bardzo nam przez ostatnie tygodnie brakowało.  Mam nadzieję, znacza to również powrót do blogosfery – Beezrat Haszem nowa notka pojawi się dziś wieczorem. 

Wasza, dużo pokorniejsza, Z.

13:03, zydoweczka
Link Komentarze (36) »