Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
niedziela, 29 kwietnia 2007
Urodziny

Przez ostatni tydziń Bracha ze żłobka realizowała program pt. „Dzień Niepodległości Izraela”.  Codziennie pytała dzieci „To czyje urodziny obchodziliśmy w tym tygodniu” a dzieci niezmiennie odpowiadały „urodziny Ariela” (który rzeczywiście miał urodziny, tylko że w zeszłym miesiącu.) 

Podobnie czuje się ja, myśląc o Dniu Niepodlegości.  Co prawda to nie moje urodziny, ale wraz z Dniem Niepodległości odliczam czas mojej znajomości z Izraelem.  Dokładnie 9 lat temu pojawiłam się tu po raz pierwszy, z aparatem (bynajmniej nie cyfrowym) zawieszonym na ramieniu, z jedną długą spódnicą w plecaku (na wypadek, gdybym chciała odwiedzić jakieś miejsca święte, z długim rozcięciem, żeby nie było zbyt porządnie) i z przekonaniem, ze odwiedzam niezwykle egzotyczne miejsce, gdzie wszystko może się zdarzyć. 

Teraz, 9 lat później, za chwilę będę mamą dwóch Izraelczyków, jem sałatkę z ogórków i pomidorów na śniadanie, czytam izraelskie gazety i strasznie się denewuję poczynianami polityków, no i upały stały się nieco bardziej  uciążliwe.  O,  i jem kilogramy humusu. 

Drogie dzieci, czyje to były urodziny? J

08:51, zydoweczka
Link Komentarze (20) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Uwaga, reklama
Nieśmiało informuję, że można moje tekściki spotkać również na Forum Żydów Polskich, dział Erec Jisrael.  I po reklamie.
14:26, zydoweczka
Link Komentarze (12) »
Pamiętajcie o żołnierzach

Jom Hazikaron, Dzień Pamięci.  Zwykle Jom Hazikaron gubi się gdzieś pomiędzy Jom Haszoa (Dzień Holokaustu) i Jom Haacmaut (Dzień Niepodległości), tak jakby mówiło się - dość już tego pamiętnia, nie możemy się doczekać świętowania, radości, zabawy, wystarczy nam tych smutków.  Grill już przygotowany, napoje gazowane, niczym szampan, czekają na wielkie otwarcie.  Już w nas buzuje, wszystko jest już tuż, tuż, a tu nagle kolejna ceremonia, kolejna syrena.  

  

Polegli żołnierze. Z każdym rokiem ich przybywa, ale jednocześnie dzień ten wydaje się mniej uroczysty, tak jakby te śmierci były mniej spektakularne, syrena mniej przejmująca.  A przecież powinna budzić w nas jeszcze większą grozę.  Gdy stajemy wraz z Małym nad grobem Odeda, dalekiego wuja męża, który zginął podczas wojny Jom Kipur, powinniśmy trząść się o nasze dziecko jeszcze bardziej.  W każdym żołnierzu mijanym na ulicy, w kinie czy centrum handlowym powinniśmy widzeć żołnierza w okopach, rozbitą czaszkę, lincz. 

.

A jednak tak nie jest.  Nie myślimy o tym więcej niż o ofiarach wypadków drogowych.  Powoli uczymy się jak zachowac rownowage emocjonalna.  Ot codzienność. Kolejny żołnierz poległ.
14:23, zydoweczka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Okno na tamtą stronę
Władysław Szlengel 

Okno na tamtą stronę

Mam okno na tamtą stronę, 

bezczelne żydowskie okno

na piękny park Krasińskiego, 

gdzie liście jesienne mokną...

Pod wieczór szaroliliowy 

składają gałęzie pokłon

i patrzą się drzewa aryjskie 

w to moje żydowskie okno...

A mnie w oknie stanąć nie wolno 

(bardzo to słuszny przepis),

żydowskie robaki... krety... 

powinni i muszą być ślepi.

Niech siedzą w barłogach, norach 

w robotę z utkwionym okiem

i wara im od patrzenia 

i od żydowskich okien...

A ja... kiedy noc zapada... 

by wszystko wyrównać i zatrzeć,

dopadam do okna w ciemności 

i patrzę... żarłocznie patrzę...

i kradnę zgaszoną Warszawę, 

szumy i gwizdy dalekie,

zarysy domów i ulic, 

kikuty wieżyc kalekie...

Kradnę sylwetkę Ratusza, 

u stóp mam plac Teatralny,

pozwala księżyc Wachmeister 

na szmugiel sentymentalny...

Wbijają się oczy żarłocznie, 

jak ostrza w pierś nocy utkwione,

w warszawski wieczór milczący, 

w miasto me zaciemnione...

A kiedy mam dosyć zapasu 

na jutro, a może i więcej...

żegnam milczące miasto, 

magicznie podnoszę ręce...

zamykam oczy i szepcę: 

– Warszawo... odezwij się... czekam...

  

Wnet fortepiany w mieście 

podnoszą milczące wieka...

podnoszą się same na rozkaz 

ciężkie, smutne, zmęczone...

i płynie ze stu fortepianów 

w noc... Szopenowski polonez...

Wzywają mnie klawikordy, 

w męką nabrzmiałej ciszy

płyną nad miastem akordy 

spod trupio białych klawiszy...

Koniec... opuszczam ręce... 

wraca do pudeł polonez...

Wracam i myślę, że źle jest

mieć okno na tamtą stronę...
22:19, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Dziękujemy

Dziękujemy wszystkim Wam, za wzięcie sprawy macew w ZOO w swoje ręce, za poważne potraktowanie problemu i za wsparcie.  W szczegolnosci dziekujemy Panu Cygaro, który zawiadomił kogo trzeba i drążył sprawę aż do skutku.To naprawdę dużo dla nas znaczy. 

Artykuł w Gazecie tutaj.

Tutaj Pana Cygaro opisuje jak to się wszystko potoczyło.

Wpis męża tutaj.

20:04, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
Znowu Amona

.

Zdjęcie zrobione podczas ewakuacji Amony, osiedla na Zachodnim Brzegu, ktorego autorem jest Oded Balilty (ktory dostał za nie wczoraj nagrodę Pulitzera)  
08:28, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Nigdy wiecej

Pamiętam, gdy po raz pierwszy byłam w Izraelu w czasie Jom Haszoa.  A tak akurat wypadło, ze w momencie wycia syreny miałam znaleźć się gdzieś pomiedzy ulicą Ben Jehuda a placem Kikar Paris, czyli w samym centrum Jerozolimy.  Już kilka dni wcześniej bardzo się tym denerwowałam, bo nie wiedziałam zupełnie jak się zachować.  Widziałam w telewizji jak to wygląda – dzwięk syreny i cały kraj zamiera. Trzeba się będzie zatrzymać, tylko jak stanąć  - na baczność, czy w rozkroku, a może tak jakby ktoś wcisnął „pause”, z jedną nogą wyciągniętą do przodu?  A co zrobić z oczami – patrzeć się przed siebie, w ziemię czy może na innych?  I jak nie zacząć się głupio śmiać przez tę długą minutę?  A co jeśli nikt inny się nie zatrzyma?  Zatrzymać się czy iść?

.

W kolejny Jom Haszoa byłam sama w domu.  Gdy rozległ się dźwięk syreny wstałam zza biurka.  Mogłam przecież dalej siedzieć, nikt mnie nie widział, a jednak wstałam. 

.

Teraz już nie myślę o tym, gdzie będę i jak się zachować. Teraz już wiem, że niezależnie od tego gdzie będę, przez tę jedną minutę nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi.  Nieważne jak stanę i co zrobię.  Każdy z nas będzie osobno, zatopiony we własnych myślach, sam na sam z przeszłością..

.

Nie wątpię, że niektórzy przez tę minutę myślą o tym, co ugotować na obiad, o tym, ze to głupie tak stać, o tym, że im nie wygodnie.  Dla mnie to jednak nie ma znaczenia.  Liczy się tylko to, ze w jeden dzień w roku cały kraj zamiera w zadumie nad tymi moimi kuzynami, kuzynkami, ciociami i wujkami, którym nie dano szansy być tu razem z nami.  I nad tymi, dzięki którym ja mogę być teraz tu, stać sobie na ulicy i pociągając nosem, powiedziec sobie „Nigdy więcej” .

 

P.S.  Wy pewnie znacie więcej szczegółów, ja tylko natknęłam się na film.  Czasami „Nigdy więcej” nie jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać.

.

P.S.2 A tekst ten dedykuje mojej wiernej czytelniczce - Jagience i wszystkim tym, ktorzy w Zydach widza wielkie zagrozenie.  Czuwaj!

22:26, zydoweczka
Link Komentarze (26) »
niedziela, 08 kwietnia 2007
Zapach przesłany pocztą

Mimo że tam, gdzie mieszkamy, nie odczuwa się świąt chrześcijańskich, to zawsze wiem, że zbliża się Boże Narodzenie albo Wielkanoc.  A dzieje się tak za sprawą kartek świątecznych od Magdy, które niezmiennie od kilku lat pojawiają się w mojej skrzynce.  Magda wie, że mieszkam w Izraelu (w końcu ma mój adres), wie, że judaizm jest moją religią, ba, nawet wie, że bardzo poważnie traktuję jej nakazy.  A mimo to przesyła kartki.

  

Mąż, zawsze podejrzliwy, doszukuje się tam złych zamiarów.  Na pewno chce cię nawrócić, mówi. Magda? Nigdy w życiu! odpowiadam.  Ale w głębi serca zastanawiam się: Nie wie, że nie obchodzę Wielkanocy? No, może nie wie.  Może myśli, że obchodzę.  A może rzeczywiście chce mi otworzyć na coś oczy? 

 

W tym roku do kartki dołączony był krótki liścik.  Magda pisała, jak lubi święta, jak lubi wysyłać kartki i że tak się cieszy, że musi się ze wszystkimi dzielić swoją radoscią.  Żadnych wzmianek o piekle, zamiast tego opis pieczenia baby wielkanocnej.

Z satysfakcją przetłumaczyłam mężowi liścik.  To miło, jak ktoś chce się podzielić z nami swoją radością.  Może i ja będę wszystkim składać życzenia Pesach Sameach, by razem ze mną cieszyli się z odzyskanej wolności?  A dzięki Magdzie mogłam znów poczuć dawno zapomniany zapach baby.  W wyobraźni oczywiście. 

00:01, zydoweczka
Link Komentarze (85) »
czwartek, 05 kwietnia 2007
Święto potencjału

Święto Pesach to moje ulubione święto.  To święto potencjału.  Jeszcze kilka lat temu obchodziliśmy z mężem Pesach sami, czasami zapraszani na seder do znajomych, ale tak to już jest, że w tym przedswiątecznym okresie wszyscy skupiają się raczej na swoich bliskich rodzinach.  Zaproszenia zwykle sypały się dopiero w okresie Chol haMoed czyli w ciągu dni pomiędzy pierwszym i ostatnim dniem Pesach.  

Nasze rodziny zwykle nie spędzały z nami święta.  Moi rodzice byli raczej bardziej zajęci wiosennymi porządkami w Polsce, rodzice męża nie cierpią latać przez Atlantyk  Siadywaliśmy więc razem z mężem przy stole i w dwójkę odczytywaliśmy Hagadę, przekomarzając się kto zada cztery pytania tradycyjnie zadawane przez najmlodsze dziecko.  Mysleliśmy o tym, jak to kiedyś pytania te zada nasze dziecko. Widzieliśmy siebie otoczonych grupką dzieci i wnuków. Mówiliśmy, jak będziemy im opowiadać o tym, jak nasi przodkowie wyszli z Egiptu, jak my sami wyszliśmy z naszego Egiptu. 

  

W tym roku przy stole usiedliśmy wraz z przyjaciólmi, rodzicami męża, samotnym studentem jesziwy i z naszym małym.

Za kilka lat to mały zada cztery pytania, przygotuje przedstawienie, będzie jeszcze więcej gwaru, więcej gości, więcej radości.  I może odważymy się zaprosić kilku samotnych studentów jesziwy.  Niech bawią piątkę naszych dzieci! Tak, zdecydowanie potencjał jest, jak mawiał mój były nauczyciel matematyki z liceum.

23:27, zydoweczka
Link Komentarze (8) »
Czas na reklame
Ciągle straszą nas Iranem.  Gazety, radio, Internet – wszędzie pojawia się motyw irańskiego zagrożenia.  Iran się zbroi i grozi, a ja z lękiem myślę o najbliższych miesiącach. Dlatego też reklama internetu firmy Bezeq stała się taka popularna, bo otwarcie mówi nam o naszych lękach i nadziejach.  Trochę głupio wzruszać się reklamami, ale co tam – ogłośmy dziś światowy dzień naiwniaka.  Tak z okazji Chol Hamoed Pesach.

 

(Kocowy slogan brzmi: W zyciu to jeszcze nie mozliwe, ale w necie takie relacje zawiazuja sie codziennie) 
.
Co ciekawe na YouTube pojawiły się komentarze w większosci mówiące o całkowitym braku realiów irańskich.  Jeden z komentatorów beztrosko zaproponował, by autor reklamówki udał się do Iranu i zobaczył jak w rzeczywistości ubierają się irańskie kobiety.  Chciałoby się powiedzieć „Gdyby tylko byłoby to możliwe, stary”.  Jak widać reklamówka zyskała dodatkowy wymiar.
.

A swoją drogą, to rzeczywiście nic o sobie nie wiemy....

.

P.S. Pomysl na wpis zainspirowany wpisem na Israelity

22:57, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2