Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
piątek, 29 września 2006
Szabat szuwa
Jutro wyjątkowy szabat, szabat szuwa.  Ostatni szabat przed Jom Kipur dniem sądu, ostatnia szansa by się zmienić, by dać szanse tej lepszej części siebie, ostatnia chwila by prosic o przebaczenie tych, ktorych sie skrzywidzilo.  Dziwne, ale czuje sie powage tych dni w powietrzu...
08:15, zydoweczka
Link Komentarze (3) »
Żona rabina
 Stało się!  Mąż oznajmił, że oficjalnie chce rozpocząć studia rabinackie i zostać rabinem.  Żadne tam już studia w osiedlowej jesziwie, teraz czas na wielki świat.  Ja sama zadaję sobie tylko pytanie, jak wpłynie to na, kim ja będę.  Żona rabina.  Czy żona rabina może kupować całkę w piekarni na rogu na 20 minut przed rozpoczęciem szabatu, czy musi spędzić cały dzień w kuchni piekąc chały i robiąc czulent?  Czy przystoi jej pisanie bloga?  Oj, szykują się u nas zmiany.  Na razie na weekend jedziemy do osiedla, gdzie znajduje sie potencjalna jesziwa.  My będziemy myśleć czy nam pasuje, a oni czy moja spódnica nie jest za krótka, a bluzka zbyt przezroczysta.  Już nie mogę sie doczekać.
07:49, zydoweczka
Link Komentarze (4) »
środa, 27 września 2006
Rozowe okulary kupie

W naszym nowym mieszkaniu mieszkamy od niedawna i wciaz czujemy sie troche nieswojo w nowej dzielnicy.  Maz nie ma problemow z nawiazywaniem kontaktow i juz zebral wokol siebie grupke znajomych.  Ja natomiast calkiem zadowolona jestem, siedzac sobie w domu, serfujac po Internecie i rozmawaiajac przez Skype'a ze starymi znajomymi.  On jednak twierdzi, ze to mi nie wystarcza, mimo moich usilnych prob przekonania go, ze owszem.  Po kolejnej burzliwej rozmowie zgodzilam sie "wyjsc do ludzi" i to "dla dobra naszego zwiazku i dobra dziecka".  Bo przeciez zadne dziecko nie marzy o niczym bardziej niz o mamie siedzacej pod trzepakiem z kumami i rozprawiajacej o rosole z kury.  Wybralam sie wiec wczoraj w odwiedziny do zony nowego znajomego mojego meza.   Mozna by sie zapytac, dlaczego nie moge poprzestac na poznaniu meza, ale podobno to ma byc tak, ze on przyjazni sie z mezem, a ja z zona.  Zona okazala sie byc na oko 25 letnia matka 3 chlopcow w wieku od 3lat do 7 miesiecy.  Gdy zapukalam do drzwi uslyszalam za dzrzwiami jakies szuru buru i cienki glosik zapytal czy jestem sama.  Przyznalam sie, ze mam ze soba 1.5 rocznego mezczyzne, ale nie stanowilo to problemu i zostalismy zaproszeni do srodka.  Nirit, bo tak nazywala sie zona znajomego mojego meza wystapila w szortach i z odkryta glowa. "Przepraszam za stroj", powiedziala, "ale tak mi sie wygodniej sprzata".  I miala racje.  Mycie podlogi w spodnicy siegajacej kostek to nie lada wyzwanie.  Ja tez po domu chodze w stroju bardziej swobodnym, nie myslalm jednak nigdy, zeby w szortach przyjmowac gosci.  Nirit juz od progu usmiechala sie do mnie szerokim usmiechem i nie przestawala mowic.  Sposob w jaki odnosila sie do swoich synow, do mnie i do swiata w ogole byl niespotykanie optymistyczny.  Wygladalo na to, ze Nirit, pracujaca jako nauczycielka na pelny etat, prowadzaca dom i wychowujaca trzech synow, z ktorych najstarszy dopiero co wyszedl z pieluch, miala na nosie te slawetne, a trudne do kupienia rozowe okulary.  Wygladalo na to, ze przeczytala wszystkie podreczniki na temat wychowania dzieci i udalo jej sie wdrozyc je w zycie ze 100% sukcesem (choc tak naprawde nigdy zadnego z nich nie otowrzyla).  Gdy wrocilam do domu powiedzialam mezowi;  "Od dzisiaj chce byc taka jak Nirit!  Bede ci myc podloge w szortach i zglaszac sie na ochotnika do zmieniania pieluch."  Maz tylko powiedzial:  "Nie myslalaem ze sie tak szybko zaprzyjaznicie.  A te szorty, to konieczne?"  I chocby nie wiem jak zaprzeczal, wiem ze komentarz ten dotyczyl tego jak ja wygladam w szortach.  Jutro wysylam go do Nirit na lekcje pozytywnego podejscia do swiata.  Ciekawe czy tez go przyjmie w szortach?

09:28, zydoweczka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 września 2006
Problemy z twardym dyskiem

Wielu z naszych znajomych patrzy na nas z podziwem.  "Bo wszystko macie tak poukladane", mowia, "wiecie czego chcecie".  Nie ma jednak nic bardziej mylnego.  Nieznajomi natomiast patrza na nas i z politowaniem i zdaja sie mowic: "Coz za zasciankowosc, ucisk, fanatyzm".  I tez sie myla. 

Myla sie, bo nasz stroj wcale nie swiadczy o tym kim jestesmy.  Ze jarmulka i pejsy i dluga spodnica - w porzadku, ale nawet jak bardzo bysmy sie nie starali to i tak nie uda nam sie wtopic w Anatewke.  Nie ma takiego komfortu jak ci, ktorzy pozostaja w swiecie, w ktorym sie urodzili i wychowali.  My znamy dwa swiaty i istniejemy niejako w nich obu - w naszej nowej spolecznosci, gdzie Tora jest najwazniejsza, ale tez w naszych starych rodzinach, utrzymujemy kontakty ze starym swiatem.  Nie ma w tym nic zlego.  Sprawia jednak, ze wszystko staje sie o niebo trudniejsze, niz gdybysmy odcieli sie od starego zycia, wyrzucili dyplomy wyzszych uczelni do smieci, zmienili telefony i udawali, ze nasze terazniejsze zycie to wszystko co mamy.  A my chcemy miec dwa swiaty jednoczesnie. 

A teraz, z nowym rokiem znow musimy odpowiedziec na pytania kim chcemy byc i jak chcemy wychowac swego syna.  Czy wyslac go do takiego przedszkola, czy do takiego.  Czy postawic wszystko na jedna karte, czy dac mu mozliwosc wyboru, zmniejszajac jednoczesnie szanse sukcesu w obu swiatach.  Wczoraj do drugiej nad ranem dyskutowalismy nad tym, gdzie poslac malego do przedszkola.  Maly spal spokojnie nie wiedzac, ze waza sie jego losy.  I wlasnie najbardziej przytlaczajaca jest swiadomosc, ze jakiegolwiek wyboru dokonamy, to wplynie to na to, kim nasz syn bedzie w przyszlosci.  Oj chyba pospieszylismy sie z decyzja o dziecku.

P.S.  To ostatnie zdanie swiadczy o tym, jak mimo wszystko jestesmy uksztaltowani przez poprzednie zycie.  Jak widac  mozna zmienic oprogramowanie, ale niezaleznie od tego jak bardzo bysmy sie nie starali wykasowac pliki z twardego dysku, to one i tak sie tam gdzies ukrywaja.  Decyzja o dziecku?  Chas weszalom! 

11:21, zydoweczka
Link Komentarze (1) »
Jak to sie moglo stac
Pochodze z rodziny tak areligijnej, ze bardziej sie nie da.  Religia wedlug moich rodzicow to zdecydowanie opium dla mas i fakt posiadania corki, ktora tak zboczyla z drogi, stawia ich w dosc niekomfortowej sytuacji.  Gdy przyjezdzaja do Izraela tylko narzekaja ("masz takie piekne wlosy, dlaczego je przykrywasz?", "inne naczynia do miesa? to bez sensu!").  Sytuacja komplikuje sie jednak jeszcze bardziej, gdy przyjezdzamy do Polski.  Na ich wyrazne zyczenie maz nosi bejsbolowke (co sprawia, ze wyglada jak przerosniety 7-klasista), a ja wybieram nakrycia glowy z Jackpota.  Nie uda mi sie jednak wyjechac bez nabycia choc jednej pary jeansow i zadne przekonywania, ze jedynym miejscem gdzie bede je nosic jest wlasna sypialnia nie trafia do przekonania moich rodzicow.  A gdy dzwonia, od czasu do czasu, w przyplywie dziwnej szczerosci pytaja blagalnie; "Zobacz, Ester tez mieszka w Izraelu i nie przejmuje sie tymi wszystkimi zasadami.  Czy wy tak nie mozecie?"  I jestem pewna, ze po skonczonej rozmowie siadaja w salonie swojego ogromnego domu, przy herbatce i zalamuja rece.  "Jak to sie moglo stac?!".  Prawde mowiac ja sobie zadaje to samo pytanie.
06:35, zydoweczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 września 2006
Szofar

W niedziele, drugi dzien Rosh Ha-Szana nie mialam juz wyjscia i musialam wybrac sie do synagogi.  Zanim zostalam matka, bardzo mnie denerwowala ta nierownosc, ktora kaze mezczyznom chodzic do synagogi,  a kobietom tylko pozwala.  Pozwala, ale nie zabrania, w czym wiec jest problem? - mozna zapytac.  A no problem jest taki, ze wraz z brakiem obowiazku nie ma przywilejow.  Moglam wiec sobie i siedziec w synaodze przez caly dzien, a i tak nie dano by mi prawa poprowadzenia nabozenstwa.  Sprobowawszy zabrac niemowle z kolka do synagogi juz troche mniej walecznie podchodze do tej nierownosci.  Czasem nawet nikomu sie nie przyznajac ciesze sie, ze moge zostac w lozku, gdy moj maz zrywa sie o 6 na nabozenstwo. 

W niedziele jednak nie mialam wyboru, bo obowiazek wysluchania szofaru (rogu) dotyczy zarowno mezczyzn jak i kobiet.  Zapakowalam wiec malego do wozka, uprzednio probujac umiescic na jego glowie jarmulke, tak od swieta.  Zapakowanie powiodlo sie, umieszczenie jarmulki juz mniej, ale tak mozna mowic o sukcesie.  W synagodze maly robil wszystko  oprocz bycia grzecznym chlopcem.  Gdy rozbawione spojrzenia innych kobiet zmienily sie w spojrzenia zirytowane lub nawet gniewne, wiedzialam ze nadszedl czas by wyprowadzic dziecie na swieze powietrze.  Lyk swiezego powietrza zdzialal cuda i maly zasnal w wozku momentalnie.  Teraz moglam juz sobie spokojnie wrocic do srodka i poczekac na szofar.  Zdalam sobie jednak sprawe, ze szofar za zadanie ma rozbudzenie, i jak twierdzi Majmonides, nawet zbudzenie ze snu duchowego.  Nie bylam pewna czy chce by maly zbudzil sie ze snu duchowego, ale bylam przekonana, ze ze snu fizycznego nie chce, by ktokolwiek chcial go budzic.  Nie bylo jednak wyjscia - obowiazek to obowiazek.  Gdy dzwiek szofaru odezwal sie, maly ani drgnal.  Potem kolejne rykniecia i nic.  Przespal cala ceremonie i spal przez bite 2 godziny.  Chyba wprowadzimy szofar do wieczornej rutyny przed zasnieciem.

20:20, zydoweczka
Link Komentarze (7) »
Swieta, swieta
Swieta, swieta... lecz jeszcze nie po swietach.  Mamy juz za soba dwa dni noworoczne czyli Rosz Ha-Szana, a w kolejce czekaja Jom Kipur i Sukot.  I tak przez prawie miesiac nic nie zostaje zalatwione - pani na poczcie w sprawie nowo otworzonego konta: "przyjdz po swietach", potencjalny pracodawca: "zadzwon po swietach", znajomy: "spotkamy sie po swietach".  I tylko pomyslcie, jaka po takich dlugich swietach, dopada czlowieka depresja!  Az sie boje o tym pomyslec.
19:54, zydoweczka
Link Dodaj komentarz »