Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
poniedziałek, 07 maja 2007
Lag Baomer

Uprzejmie donoszę, że kolejny Lag Baomer zakończył się bez strat w ludzach i większych znieszczeń.  Jak co roku nad miastem unosiła się gruba wastwa dymu z setek ognisk rozpalonych na trawnikach, chodnikach i placykach.  Teraz nie trzeba już sprawować straży nad nieco sfatygowanym stołem ogrodowym z obawy, że jakieś nadgorliwe dziecko weźmie go za niepotrzebne drewno i zaanektuje, traktując to jako swój wkład do budowy największego stosu w dzielnicy.  I gardło już trochę mniej boli od głośnego śpiewu „Rabbi Szimon bar Jochaj...”

.

Żeby zobaczyć jak wyglądały ulice Jerozolimy, można kliknąć poniżej.

.

.

Żeby zobaczyć, jak bawili się ludzie bardzo podobni do nas, można kliknąć poniżej (a moze to w ogole bylismy my ;)).

.
Żeby dowiedzieć się, o co w tym w ogóle chodzi, można kliknąć tu.
15:07, zydoweczka
Link Komentarze (18) »
niedziela, 06 maja 2007
Cztery takie kropki
 

Już od tygodna ślęczę nad opracowanem programu dla młodzieży europejskiej na temat historii Żydów w XX wieku.  Program przenaczony jest dla młodzieży nieżydowskiej, zmuszonej pewnie przez nadgorliwych wychowawców do udziału; młodzieży, której ten temat absolutnie nie interesuje, która dość ma już ględzenia o historii i, niecierpliwie kręcąc sę na krzesełkach, rzuca tęskne spojrzena za okno.  Widzę już tę grupę, jak ociągając się siada na krzesłach, bawi się I-Podami i obrzuca chrupkami.

  

Jak im opowiedzieć o rzeczach niewytłumaczalnych.  To będą mądre dzieciaki, gdy opowiem im o Anielewiczu, będą przewracać oczami – tak znamy to, był na teście w zeszłym miesiącu, 6 milionów, jasne że wiemy, i zaraz ktoś oskarżycielsko dopowie „A dlaczego nie rozmawiamy o rzezi Orman, dlaczego ciągle ci Żydzi...”

  

Na otwartym dokumencie Worda piszę „.”.  Kropka.  Jedna kropka. W jednej linijce mieści się około 100 kropek.  Na jednej stronie zmieści się 50 linijek.  5000 kropek.  Żeby zmieścić 6 milionów potrzeba mi będzie... chwila... 1200 stron.  Wkładam papier do drukarki, klikam na drukuj.  Jedna kartka za drugą,  trzeba dołożyć papieru.  I jeszcze raz,  i jeszcze.  Kartki spadają ze stolika na podłogę, mąż wchodzi i łapie się za głowę.  Mały wpada do pokoju, z piskiem rzuca sę na podłogę i turla w kartkach. Skończone.  6 milionów kropek.  Mąż mówi „Nie rób tego więcej, szkoda papieru”.  Mały zachwycony rzuca sobie kartki na głowę.  Mniejszy w brzuchu rozpycha się jeszcze bardziej.

 6 milionów kropek i nasza zwykła rodzina.  Przeszłość i teraźniejszość.  My wtedy i my teraz. Jak dać im to poczuć, jak o tym opowiedzeć, żeby przestali przewracać oczami.  Zwłaszcza, gdy tak pięknie za oknem.

19:16, zydoweczka
Link Komentarze (18) »
czwartek, 03 maja 2007
Beszaa Towa

Przechodzę przez bramkę z wykrywaczem metali (a raczej wokół niej, bo mimo oficjalnych raportów Ministerstwa Zdrowia, wielu jednak obawia się wpływu promieniwania na płód).  Aby przejść obok bramki, a nie przez nią, trzeba ostentacyjnie wypiąć brzuch i wylegitymować się dowodem osobistym.  Tak też robię – wypinam się, znacząco klepię i podaje dowód.

 

Strażnik patrzy badawczo

 

- A z jakiego powodu?

 

Klepię się jeszcze bardziej ostentacyjnie

 

- Z jakiego powodu – ponawia pytanie strażnik

 

- Ciąża- mówię

 

- Jaka ciąża?

 

- Moja

 

- A zaswiadczenie od lekarza masz?

 

Przypatruje się brzuchowi trochę uważniej.  W końcu widać, że dostaje olśnienia, bo twarz rozjaśnia mu się w błogim uśmiechu.

 

- Aaaaa – mówi

 

- Aaaa – mówię

 

- Beszaa Towa – rzuca jeszcze szybko. 

  

Beszaa Towa (w dobrym czasie, o odpowiedniej godzinie) to słowa, które zastępują dzień dobry i do widzenia i powodzenia w rozmowie z kobietą w ciąży.  Bo w tym ostatnim miesiącu wszystko sprowadza się do tego, żeby nie było za wcześnie, ani za późno, żeby nie w autobusie dalekobieznym, ani w czasie wiecu przeciw Olmertowi.  Żeby tylko zaczęło się w odpowiednim czasie, tak jak i ciąża dana została w tym jednym, najlepszym momencie.  Wie o tym nawet strażnik nie umiejący odróżnić kobiety w 9-miesiącu ciązy od kobiety z monstrualną nadwagą. 

Wszystkim więc czytającym mnie oczekującym- beszaa towa!  
22:12, zydoweczka
Link Komentarze (20) »
niedziela, 29 kwietnia 2007
Urodziny

Przez ostatni tydziń Bracha ze żłobka realizowała program pt. „Dzień Niepodległości Izraela”.  Codziennie pytała dzieci „To czyje urodziny obchodziliśmy w tym tygodniu” a dzieci niezmiennie odpowiadały „urodziny Ariela” (który rzeczywiście miał urodziny, tylko że w zeszłym miesiącu.) 

Podobnie czuje się ja, myśląc o Dniu Niepodlegości.  Co prawda to nie moje urodziny, ale wraz z Dniem Niepodległości odliczam czas mojej znajomości z Izraelem.  Dokładnie 9 lat temu pojawiłam się tu po raz pierwszy, z aparatem (bynajmniej nie cyfrowym) zawieszonym na ramieniu, z jedną długą spódnicą w plecaku (na wypadek, gdybym chciała odwiedzić jakieś miejsca święte, z długim rozcięciem, żeby nie było zbyt porządnie) i z przekonaniem, ze odwiedzam niezwykle egzotyczne miejsce, gdzie wszystko może się zdarzyć. 

Teraz, 9 lat później, za chwilę będę mamą dwóch Izraelczyków, jem sałatkę z ogórków i pomidorów na śniadanie, czytam izraelskie gazety i strasznie się denewuję poczynianami polityków, no i upały stały się nieco bardziej  uciążliwe.  O,  i jem kilogramy humusu. 

Drogie dzieci, czyje to były urodziny? J

08:51, zydoweczka
Link Komentarze (20) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Uwaga, reklama
Nieśmiało informuję, że można moje tekściki spotkać również na Forum Żydów Polskich, dział Erec Jisrael.  I po reklamie.
14:26, zydoweczka
Link Komentarze (12) »
Pamiętajcie o żołnierzach

Jom Hazikaron, Dzień Pamięci.  Zwykle Jom Hazikaron gubi się gdzieś pomiędzy Jom Haszoa (Dzień Holokaustu) i Jom Haacmaut (Dzień Niepodległości), tak jakby mówiło się - dość już tego pamiętnia, nie możemy się doczekać świętowania, radości, zabawy, wystarczy nam tych smutków.  Grill już przygotowany, napoje gazowane, niczym szampan, czekają na wielkie otwarcie.  Już w nas buzuje, wszystko jest już tuż, tuż, a tu nagle kolejna ceremonia, kolejna syrena.  

  

Polegli żołnierze. Z każdym rokiem ich przybywa, ale jednocześnie dzień ten wydaje się mniej uroczysty, tak jakby te śmierci były mniej spektakularne, syrena mniej przejmująca.  A przecież powinna budzić w nas jeszcze większą grozę.  Gdy stajemy wraz z Małym nad grobem Odeda, dalekiego wuja męża, który zginął podczas wojny Jom Kipur, powinniśmy trząść się o nasze dziecko jeszcze bardziej.  W każdym żołnierzu mijanym na ulicy, w kinie czy centrum handlowym powinniśmy widzeć żołnierza w okopach, rozbitą czaszkę, lincz. 

.

A jednak tak nie jest.  Nie myślimy o tym więcej niż o ofiarach wypadków drogowych.  Powoli uczymy się jak zachowac rownowage emocjonalna.  Ot codzienność. Kolejny żołnierz poległ.
14:23, zydoweczka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Okno na tamtą stronę
Władysław Szlengel 

Okno na tamtą stronę

Mam okno na tamtą stronę, 

bezczelne żydowskie okno

na piękny park Krasińskiego, 

gdzie liście jesienne mokną...

Pod wieczór szaroliliowy 

składają gałęzie pokłon

i patrzą się drzewa aryjskie 

w to moje żydowskie okno...

A mnie w oknie stanąć nie wolno 

(bardzo to słuszny przepis),

żydowskie robaki... krety... 

powinni i muszą być ślepi.

Niech siedzą w barłogach, norach 

w robotę z utkwionym okiem

i wara im od patrzenia 

i od żydowskich okien...

A ja... kiedy noc zapada... 

by wszystko wyrównać i zatrzeć,

dopadam do okna w ciemności 

i patrzę... żarłocznie patrzę...

i kradnę zgaszoną Warszawę, 

szumy i gwizdy dalekie,

zarysy domów i ulic, 

kikuty wieżyc kalekie...

Kradnę sylwetkę Ratusza, 

u stóp mam plac Teatralny,

pozwala księżyc Wachmeister 

na szmugiel sentymentalny...

Wbijają się oczy żarłocznie, 

jak ostrza w pierś nocy utkwione,

w warszawski wieczór milczący, 

w miasto me zaciemnione...

A kiedy mam dosyć zapasu 

na jutro, a może i więcej...

żegnam milczące miasto, 

magicznie podnoszę ręce...

zamykam oczy i szepcę: 

– Warszawo... odezwij się... czekam...

  

Wnet fortepiany w mieście 

podnoszą milczące wieka...

podnoszą się same na rozkaz 

ciężkie, smutne, zmęczone...

i płynie ze stu fortepianów 

w noc... Szopenowski polonez...

Wzywają mnie klawikordy, 

w męką nabrzmiałej ciszy

płyną nad miastem akordy 

spod trupio białych klawiszy...

Koniec... opuszczam ręce... 

wraca do pudeł polonez...

Wracam i myślę, że źle jest

mieć okno na tamtą stronę...
22:19, zydoweczka
Link Komentarze (17) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Dziękujemy

Dziękujemy wszystkim Wam, za wzięcie sprawy macew w ZOO w swoje ręce, za poważne potraktowanie problemu i za wsparcie.  W szczegolnosci dziekujemy Panu Cygaro, który zawiadomił kogo trzeba i drążył sprawę aż do skutku.To naprawdę dużo dla nas znaczy. 

Artykuł w Gazecie tutaj.

Tutaj Pana Cygaro opisuje jak to się wszystko potoczyło.

Wpis męża tutaj.

20:04, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
Znowu Amona

.

Zdjęcie zrobione podczas ewakuacji Amony, osiedla na Zachodnim Brzegu, ktorego autorem jest Oded Balilty (ktory dostał za nie wczoraj nagrodę Pulitzera)  
08:28, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Nigdy wiecej

Pamiętam, gdy po raz pierwszy byłam w Izraelu w czasie Jom Haszoa.  A tak akurat wypadło, ze w momencie wycia syreny miałam znaleźć się gdzieś pomiedzy ulicą Ben Jehuda a placem Kikar Paris, czyli w samym centrum Jerozolimy.  Już kilka dni wcześniej bardzo się tym denerwowałam, bo nie wiedziałam zupełnie jak się zachować.  Widziałam w telewizji jak to wygląda – dzwięk syreny i cały kraj zamiera. Trzeba się będzie zatrzymać, tylko jak stanąć  - na baczność, czy w rozkroku, a może tak jakby ktoś wcisnął „pause”, z jedną nogą wyciągniętą do przodu?  A co zrobić z oczami – patrzeć się przed siebie, w ziemię czy może na innych?  I jak nie zacząć się głupio śmiać przez tę długą minutę?  A co jeśli nikt inny się nie zatrzyma?  Zatrzymać się czy iść?

.

W kolejny Jom Haszoa byłam sama w domu.  Gdy rozległ się dźwięk syreny wstałam zza biurka.  Mogłam przecież dalej siedzieć, nikt mnie nie widział, a jednak wstałam. 

.

Teraz już nie myślę o tym, gdzie będę i jak się zachować. Teraz już wiem, że niezależnie od tego gdzie będę, przez tę jedną minutę nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi.  Nieważne jak stanę i co zrobię.  Każdy z nas będzie osobno, zatopiony we własnych myślach, sam na sam z przeszłością..

.

Nie wątpię, że niektórzy przez tę minutę myślą o tym, co ugotować na obiad, o tym, ze to głupie tak stać, o tym, że im nie wygodnie.  Dla mnie to jednak nie ma znaczenia.  Liczy się tylko to, ze w jeden dzień w roku cały kraj zamiera w zadumie nad tymi moimi kuzynami, kuzynkami, ciociami i wujkami, którym nie dano szansy być tu razem z nami.  I nad tymi, dzięki którym ja mogę być teraz tu, stać sobie na ulicy i pociągając nosem, powiedziec sobie „Nigdy więcej” .

 

P.S.  Wy pewnie znacie więcej szczegółów, ja tylko natknęłam się na film.  Czasami „Nigdy więcej” nie jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać.

.

P.S.2 A tekst ten dedykuje mojej wiernej czytelniczce - Jagience i wszystkim tym, ktorzy w Zydach widza wielkie zagrozenie.  Czuwaj!

22:26, zydoweczka
Link Komentarze (26) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14