Zakładki:
1. Z żydowską nutą
2. Okiem Izraelczyka
3. Warto poczytać
4. Linkujący znajomi
5. Przydatne WWW
Kontakt
Prawa autorskie
RSS
niedziela, 14 stycznia 2007
Marzenia

Marzy mi się taki dzień, w którym małe państewko na Bliskim Wschodzie nie będzie się pojawiać na pierwszych stronach gazet.  Marzy mi się taki dzień, w którym nikt nie będzie mi mówił, co jest moralne, a co nie, w kwestii obrony mojej rodziny.  Marzy mi się taki dzień, w którym spóźnienie mojego męża przywoła mi obrazy z filmu Unfaithful, a nie rozerwane wybuchem autobusy.  Marzy mi się taki dzień, w którym będę mogła pisać o swoim codziennym życiu, nie prowokując komentarzy o faszystowskim państwie.  Marzy mi się taki dzień, w którym będę oceniana za to co robię, a nie przez pryzmat tego, gdzie mieszkam i w jakim języku się modlę.

 

Ach, te marzenia....   

 
11:16, zydoweczka
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Wspomnienie lata

Brakuje Wam letnich owoców?  Zapraszam więc na wycieczkę na jerozolimski szuk.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 07 stycznia 2007
Dla dobra dziecka

Ile razy robimy coś dla dobra dziecka?  Musi zaboleć, mówimy, ale to dla twojego dobra.  Mamy nadzieje, że dziecko zapomni o bólu, zrozumie.

 

Rozmawiałam ze starszym panem, ocalonym z Holokaustu. Jego rodzice wykazali się ogromnym heroizmem, próbując uratować swoje dziecko.  Gdy wszystko już zawiodło i gdy jechali w bydlęcych wagonach w wiadome miejsce, matka wyrzuciła go z pociągu.  Przygarnięty przez miejscowych, przetrwał. 

 

„Teraz już wiem, rozumiem i chylę głowę przed bohaterstwem moich rodziców.  Ale w koszmarach nie powracają wcale psy Nazistów, bomby czy ludzie powieszeni na szubienicy.  Gdy budzę się w nocy zlany potem, jestem znów małym chłopcem, którego zostawili rodzice – porzuconym, zdradzonym przez tych, którzy mieli mnie kochać.” 

 

Przycisza głos i mówi szeptem:  „Gdy leżałem w szopie ludzi, którzy mnie uratowali, modliłem się, żeby to był tylko sen i żebym znów obudził się w ramionach mamy siedzącej na brudnej podłodze tego bydlęcego wagonu.”

 

„Dlatego nie mam dzieci” – dodaje.  „Bo jak mógłbym im zagwarantować, że zawsze je ochronię?  A dzieci, jak to dzieci, nie mają pojęcia o świecie.”

10:58, zydoweczka
Link Komentarze (15) »
sobota, 06 stycznia 2007
Małą hipnozę proszę.

Wyobraźcie sobie taką scenkę.

 

Młoda dziewczyna wstaje rano, ubiera się w jeansy i króciutką bluzeczkę, szybko przeczesuje długie włosy, zakłada na ramię torbę z książkami jednocześnie rozmawiając z chłopakiem przez telefon.  Kręcąc na palcu kluczyki do samochodu, zbiega na dół i nagle...

 

Błysk, grzmot, piorun, błyskawica.

 

Dziewczyna pada na podłogę jak nieżywa.  Po chwili podnosi się, otrzepuje ubranie ,a w oczach ma takie kółeczka jak zahipnotyzowany Kaczor Donald.  Powolnym krokiem wychodzi z domu, wstępuje do sklepu na rogu, żeby zakupić skromniejszy strój, z torby wyrzuca kanapkę z szynką i zamiast na zajęcia udaje się do kawiarenki internetowej, by na Jdate znaleźć kandydata na męża.

 

Czasami mam wrażenie, że tak właśnie ludzie wyobrażają sobie moją historię. To przecież musiało być jakieś nagłe zewnętrzne zdarzenie, które  przyczyniło się do tej zmiany , która według większości była zdecydowanie niepożądana, według niektórych pozytywna, według nielicznych – obojętna.  Nikt jednak nie wydaje się brać pod uwagę możliwości długiej przemiany, powolnej metamorfozy, przemyślanej decyzji.  Ot, jakaś głupawa zachcianka, od której nie ma już odwrotu.

 

Być może decyzja zakupu pierwszej książki na temat judaizmu była głupawą zachcianką.  Być może pierwsza wizyta w Izraelu była wynikiem ślepego uporu, a pierwsze zapalanie świec w szabat zwykłym kaprysem.  Dodawanie kolejnych elementów było dokonywane jednak świadomie i po długim namyśle. 

 

Fajnie byłoby napisać, że wszystko odbywało się stopniowo i racjonalnie, ale wcale tak nie było.  Po pierwszym rzuceniu się na głęboką wodę i unikaniu wchodzenia na trawę w szabat, by nie zabić przypadkowo jakiegoś zwierzątka, nastąpiła rezygnacja i wycieczka do McDonalda na cheesburgera.  Po tym kryzysie było już łatwiej, dowolniej, normalniej.  Po ośmiu latach nauki nadal nie jestem tam, gdzie chciałabym być, ale wciąż staram się stać się lepsza.

 

I wcale nie jest łatwo.  Czasami żałuję, że nie było jednak tej błyskawicy i grzmotów i że nie mam w oczach kółek zahipnotyzowanego Donalda.  Bez nich każda decyzja okupiona jest mnóstwem wątpliwości i nieprzespaną nocą.  Bo co zrobić, gdy ślub siostry w USC w Warszawie odbędzie się w szabat, no co?

23:59, zydoweczka
Link Komentarze (11) »
czwartek, 04 stycznia 2007
Pokojowy Nobel dla Ireny Sendler

00:40, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
Prośba o wyrozumiałość

Nie da się zaprzeczyć, że u nas wszystko przewróciło się do góry nogami i dlatego czasu jest mniej na zaglądanie na blog.  Stąd prośba o wyrozumiałość w kwestii zmniejszenia częstotliwości wpisów i opóźnienia w odpowiedziach na komentarze.  Mam nadzieję, że to tylko stan przejściowy. 

 

Aha, i jeszcze dziękuje wszystkim za ciepłe słowa w komentarzach i za linki wspierające. 

00:08, zydoweczka
Link Komentarze (13) »
środa, 03 stycznia 2007
Dwa bratanki

Moja mama mówi: Ten Izrael to taki dziwny kraj, trudno go zrozumieć, taki nieprzewidywalny.  Moja izraelska sąsiadka pyta: A jak ty się przyzwyczaiłaś do życia w Izraelu, po tym jak mieszkałaś w Polsce, kraju tak niezrozumiałym i chaotycznym?

 

Moi polscy znajomi dodają: A co tam słychać na wschodzie? (w domyśle Bliski Wschód).  Moi izraelscy znajomi uprzejmie pytają: A co tam słychać na wschodzie (w domyśle: Europa Wschodnia). 

 

Mój tata mówi: Teraz Polska to kraj cywilizowany, jesteśmy w Unii itd.  Izrael to jednak nie Europa, trudno się dziwić, że taki u was bałagan. Znajomy taty z Izraela mówi: Izrael to już od dawna kraj rozwinięty, bogaty i nowoczesny.  Polska, po tylu latach komunizmu to jednak nie kraj zachodni, trudno się dziwić, że taki u was bałagan.

 

Moja siostra mówi po kolejnej próbie złożenia dokumentów o obywatelstwo izraelskie: Co za biurokracja! No, Trzeci Świat, w ogóle!  Moja znajoma próbująca odzyskać obywatelstwo polskie, spędziwszy kolejny dzień w ambasadzie polskiej w Tel Awiwie: Co za biurokracja! No, Trzeci Świat w ogóle!

 

A ja się tylko ukradkiem uśmiecham i włączam radio, by posłuchać o kolejnej aferze o molestowanie seksualne, która jak zwykle rozejdzie się po kościach.  O przepraszam.  W Izraelu nie ma tego problemu.  Tak samo jak w Polsce.

23:49, zydoweczka
Link Komentarze (6) »
sobota, 30 grudnia 2006
Asara be-Tewet

Jutro rano zamiast zjeść śniadanie, od razu zabiorę się do pracy.  Przy komputerze nie stanie filiżanka herbaty, z biurka zniknie butelka wody mineralnej.  Jutro, wraz ze wschodem słońca, zacznie się post związany z dziesiątym dniem miesiąca Tewet – Asara be-Tewet.  To dzień, w który rozpoczęło się oblężenie Jerozolimy, które później doprowadziło do jej zburzenia. 

 

Post trwający od wschodu do zachodu słońca nie jest trudny do zniesienia, szczególnie gdy wypada w zimie.  Lekkie ściśnięcie żołądka, o którym szybko się zapomina w wirze czynności codziennych.  Ten post przypomina o początku nieszczęścia, o oblężeniu, które doprowadzi do całkowitej destrukcji.  To chwila zastanowienia przed wielką katastrofą, czas na rachunek sumienia. 

  

23:24, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 grudnia 2006
Sivan i Ariel – Mazel Tow!!!

Przedwczoraj wieczorem w środku nocy zadzwonił telefon, a w słuchawce odezwał się głos naszego przyjaciela Ariela – „już, syn!” i zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, słuchawka została odłożona.  Nie można jednak brać Arielowi tego za złe, bo znając jego rodzinę, każdy bliższy i dalszy krewny oczekiwał tej nocy telefonu.

 

Mając w pamięci to, co wydarzyło się po narodzinach naszego syna uznaliśmy, że w dobrym tonie jest pokazać się w szpitalu i złożyć osobiście gratulację.  Starając się zachować ciszę i spokój doszliśmy na odpowiednie piętro i od razu znaleźliśmy szczęśliwych rodziców.  A widok przedstawił się mniej więcej taki – Sivan czyli kobieta, która kilka godzin temu urodziła dziecko stała przy łóżku, pokój wypełniony był kwiatami, balonami, pluszowymi misiami.  Co kilka minut ktoś nowy zaglądał, porywał w ramiona Sivan albo Ariela (a uzależnione to było od płci porywającego), gratulował, śmiał się, albo płakał.  Ariel próbował wypchnąć gości z pokoju, aby dać maleństwu trochę spokoju, co udało mu się zrobić po kilku długich minutach i całe towarzystwo przeniosło się na korytarz, który zapełniony był już innymi towarzystwami, uprzednio wypchniętymi z pokojów innych mam i ich maleństw. 

 

My wraz z mężem, po powrocie ze szpitala, zaangażowani zostaliśmy w „pomoc synagogalną” czyli gotowanie i sprzątanie domu młodych rodziców, przynoszenie ze szpitala kwiatów i prezentów, robienie zakupów.  Nie byliśmy to tylko my, bo przez ciche kiedyś mieszkanie młodych przeszły tłumy ludzi, więc tak naprawdę nam pozostało wietrzenie sypialni przed powrotem młodej mamy do domu.

 

Rozpoczęto też przygotowania do uroczystości brit mila (obrzezania).  Nam przypadło w udziale zrobienie ciasta, którym na szczęcie zajmie się mąż, a ja będę mogła się spokojnie ekscytować samą uroczystością i po cichu zastawiać się jak mały chłopiec będzie miał na imię (według tradycji dziecku nie nadaje się publicznie imienia aż do dnia brit mila).

 

Uff, ale się działo.  Dobrze, że za chwilę zaczyna się szabat, to młodzi rodzice trochę odpoczną.  A my wraz z nimi.

14:41, zydoweczka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 grudnia 2006
Śnieg!

Doniesiono mi, że w Polsce pogoda mało zimowa.  A u nas zima rozpoczyna się na dobre – deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, a czasami nawet śnieg.  Ma być jeszcze więcej deszczu i jeszcze więcej śniegu!  I jeśli nie skusiłam was morzem Martwym, to może uda mi się skusić Was śniegiem J

(phot. Yaron Kaminsky)

 A tu nasi dzielni wojacy poznają uroki zabawy śnieżkami.

17:12, zydoweczka
Link Komentarze (11) »